To właśnie w sposobie przygotowania tkwi sedno skuteczności — i tu tradycja była zaskakująco precyzyjna.
Zbiór i wstępna obróbka. Świeże owocniki zbierano i przed suszeniem rozdrabniano możliwie drobno — im bardziej pokrojony surowy grzyb, tym lepszej jakości proszek po wysuszeniu i zmieleniu. Suszenie było warunkiem koniecznym, by twarda miąższ dała się zmielić.
Mielenie. Do mielenia suszu używano młynka. W tradycji domowej jako alternatywę stosowano blender — ale dopiero po około 30 minutach gotowania, gdy grzyb staje się wystarczająco miękki, by go rozdrobnić w ten sposób.
Moczenie. Przed właściwym gotowaniem susz moczono przez noc w zimnej wodzie. Ten etap był traktowany jako istotny — uważano, że wydłużony kontakt z wodą wyciąga więcej substancji czynnych i wzmacnia działanie gotowego odwaru.
Gotowanie. Proporcja stosowana w opisach historycznych to około 30 g surowca na 500 ml wody. Gotowano na bardzo wolnym ogniu, pod przykryciem, przez cztery do sześciu godzin — tak, by jak najmniej wody odparowało. Po zakończeniu gotowania odwar pozostawiano do wystygnięcia na kuchni, nie odcedzając od razu.
Stosowanie. W dawnej praktyce spożywano trzy szklanki dziennie, aż do ustąpienia objawów — zazwyczaj przez dwa do pięciu dni.
Czego tradycja nie uznawała. Zalanie suszu wrzątkiem i odstawienie na kilka minut — popularne dziś jako „herbatka z białoporka" — było w tradycji traktowane jako bezużyteczne i marnotrawstwo surowca. Polisacharydy i triterpeny wymagają długiego gotowania lub ekstrakcji alkoholowej, by przejść do roztworu w użytecznych stężeniach. Z tego samego powodu kapsułki z surowego proszku oceniano jako znacznie słabsze od odwaru — bez właściwej ekstrakcji surowiec nie oddaje tego, co w nim wartościowe.
Dla wyciągu wodno-etanolowego (dual extract) stosowano dwuetapową ekstrakcję: najpierw wodną w temperaturze 80–90°C przez kilka godzin (frakcja β-glukanów i polisacharydów), następnie etanolową (triterpeny).